___________________________________
- Fuck,
fuck, fuck, fuck, fuck, fuck, FUUUUUUUCK! Nie mogę być kolejny raz
spóźniona, nie mogę, nie mogę, nie mogę, nie mogę!
Truchtałam przez szkolny dziedziniec, mamrocząc pod nosem te
i jeszcze gorsze rzeczy.
Nie pytajcie, jakim cudem znowu zaspałam. Sama nie wiem.
Dobrze, że tym razem nie była to plastyka, ale spóźnienie na
angielski także mi się nie uśmiechało.
Dopadłam drzwi wejściowe do szkoły, o mało nie zabijając się
o próg, i pognałam dalej korytarzem. Schody, kolejne schody, zakręt i byłam w
piwnicy, czyli tam, gdzie znajdowała się moja szafka. Cała zziajana i na pewno
czerwona jak pomidor zaczęłam macać kieszenie kurtki w poszukiwaniu kluczy.
Pozbyłam się nakrycia, czapki, zrzuciłam torbę ze strojem na trening na ziemię
i schyliłam się do szafki. Upchnęłam w niej pospiesznie to wszystko,
wyprostowałam się i po zerknięciu w komórkę nawet rozbudziła się we mnie
nadzieja, że być może zdążę na lekcję i nie dostanę kolejnego opieprzu. Wciąż
zapatrzona w telefon skierowałam się w stronę wyjścia i nie zdążyłam postawić
nawet więcej niż dwóch kroków, ponieważ ktoś zagrodził mi drogę.
Podniosłam głowę i gniewnie spojrzałam na niechcianą
przeszkodę.
Nie byle jaką przeszkodę.
- Zejdź mi z drogi – powiedziałam rozdrażniona i próbowałam go wyminąć. Niestety, całym sobą tarasował mi wąskie przejście.
- Zejdź mi z drogi – powiedziałam rozdrażniona i próbowałam go wyminąć. Niestety, całym sobą tarasował mi wąskie przejście.
- O, jaka milutka – rzucił z przekąsem Zayn i oparł się o
ścianę, nadal nie pozwalając mi przejść.
- Co do cholery? Spadaj, przez ciebie się spóźnię! – Kolejny
raz spróbowałam go wyminąć, ale bezskutecznie.
- Wiesz, zdaje mi się, że miałaś mi pomagać, a nie samej na
dodatek sobie nie radzić – rzekł i uśmiechnął się krzywo.
- Po twoim wczorajszym popisie inteligencji nie wątpię, że
potrzebna ci pomoc. Co, wróciła ci już pewność siebie? – zapytałam i dyskretnie
(mam nadzieję) przyjrzałam mu się. Wyglądał podobnie jak dzień wcześniej, ale
czarną koszulkę zastąpiła szara.
- Już nie udawaj, że z ciebie taka pilna uczennica i tak
przejmujesz się spóźnieniem na jakąś durną lekcję. Z tego co zauważyłem,
nauczyciele i tak niespecjalnie cię lubią – stwierdził, mając pewnie na myśli
panią Rose. Ewidentnie próbował zmienić temat i uniknąć odpowiadania na zadane
przeze mnie pytanie.
- Skoro przydzielili mi do opieki kogoś takiego jak ty, to
rzeczywiście, muszą mnie nienawidzić. A teraz naprawdę, odpieprz się.
- Dziewczyny raczej nie powinny przeklinać. Seksapilu to nie
dodaje, a ty i tak nie masz go w nadmiarze – rzucił i zmierzył wzrokiem całą
moją sylwetkę. Myślałam, że go tam zabiję na miejscu. W tamtym momencie wydawało
się to warte parunastu lat więzienia.
- Nie obchodzi mnie, co według ciebie powinnam robić, a co
nie! Czego ty kurna ode mnie chcesz?! – wrzasnęłam i wpatrywałam się w niego
wściekłym spojrzeniem. Chłopak przez chwilę mi się przyglądał, a następnie ku
mojemu zdziwieniu nachylił się w moją stronę. Powinnam wtedy spoliczkować go,
odepchnąć albo krzyknąć, żeby się odsunął, ale zamiast tego stałam bez ruchu,
gdy on odgarniał moje włosy i przysunął swoje usta do mojego ucha.
- Po prostu mi się nudzi, kochanie.
***
- Na pewno wszystko okay? – zapytał Harry z wahaniem w głosie, gdy wracaliśmy
wspólnie ze szkoły.
- Tak, na pewno. To po prostu zmęczenie. Niewyspanie. Wiesz,
jak to ze mną jest – powiedziałam i spróbowałam się uśmiechnąć. Tak naprawdę
czułam się koszmarnie. Zayn mnie tak bardzo zdenerwował rano. Do tego
oczywiście spóźniłam się na tamtą lekcję i jeśli tak dalej pójdzie, mogę mieć
spore kłopoty. W szkole wszystkie lekcje nudne, nauczyciele upierdliwi, pracy
domowej mnóstwo, a cały dzień był po prostu paskudny i marzyłam tylko, żeby się
w końcu skończył. Ale ostatnie na co miałam ochotę, to marudzenie o tym Harry’emu
i psucie dodatkowo mu nastroju.
- Jesteś strasznie blada. Jadłaś coś dzisiaj? – Przyjaciel wciąż
mi nie wierzył.
- Tak, jasne. – Czekoladowy batonik, gdy dzisiaj rano w
pośpiechu jednocześnie toczyłam wojnę z moimi włosami i próbowałam spakować
plecak. Ale o tym nie musiał wiedzieć.
- A ten nowy? No wiesz, ten dupek. Odzywał się? – Akurat wczoraj
skarżyłam się Harry’emu cały wieczór na Skypie. Potrzebowałam się wtedy wygadać.
- Um… Rano podszedł. Potem już się nie pokazywał. – Liczyłam
na to, że chłopak nie zauważył zmieszania na mojej twarzy. Nie chciałam
zwierzać mu się, jak okropnie poczułam się przy szafkach, kiedy Zayn wprost
powiedział mi, że jestem dla niego zabawką.
- Czego chciał? – zapytał Harry, ściągając przy tym brwi. Szliśmy
wciąż dość ruchliwym chodnikiem, coraz bardziej oddalając się od szkoły.
Wypatrzyłam u niektórych mijających nas dorosłych miny typu „fuj, nastolatki”.
Niektórzy biegali z zakupami, inni szli za rękę ze swoimi dziećmi, jeszcze inni
wyskoczyli tylko kupić sobie kawę, a ja gorączkowo myślałam, co mam
odpowiedzieć Harry’emu, żeby go nie okłamać, ale jednocześnie nie mówić mu
wszystkiego.
- Przyszedł mi chyba powiedzieć, że ruda małpa naprawdę mnie
nie lubi. – Po części to była prawda, powiedział mi przecież to. Nie zamierzałam
rozmyślać nad tym, jak bardzo wymijająca to była odpowiedź. – Oby tylko
naprawdę nie liczył, że będę się nim zajmować. Dobrze by było, jakby nie wkopał
mnie tej babie.
- Miejmy nadzieję, że się odwali, słońce. A jak nie, to
sobie z nim pogadam – powiedział Harry, przyciągnął mnie do siebie, pochylił
głowę i pocałował mnie w czoło. Zrobiło mi się niesamowicie ciepło w środku.
Przemknęło mi wtedy przez myśl, że to nie ja jestem słońcem, a Harry, bo gdyby
nie on, moje życie byłoby takie ciemne.
- Dziękuję, głupku.
- Urocza jak zawsze – zaśmiał się Harry i cichutko westchnął.
- Urocza jak zawsze – zaśmiał się Harry i cichutko westchnął.
- Idziesz do tego muzycznego? – spytałam. Szatyn wspomniał
dzisiaj w szkole, że po lekcjach obiecał pomóc swojemu wujkowi Seanowi w jego
sklepie muzycznym. Harry by się nie zgodził, gdyby nie groźby Anne.
- Tak, tu muszę cię zostawić. Zadzwoń, jak dotrzesz do domu,
dobrze?
- Jasne, nie ma problemu – zapewniłam. Chłopak przez chwilę
się na mnie patrzył, a po kilku sekundach zrobił krok do przodu i mnie objął.
Bez wahania też go przytuliłam, ale nie miałam okazji robić tego za długo,
ponieważ natychmiast się odsunął. Spojrzał na mnie jeszcze raz, rzucił tylko „pa”
i z włosami na twarzy odwrócił się i odszedł w innym kierunku.
Stałam tam jeszcze sekundę oszołomiona, ponieważ zachowywał
się trochę dziwnie. Uznałam jednak, że to pewnie nic ważnego i poszłam w swoją
stronę. Szłam teraz trochę bardziej opustoszałą uliczką. Myślałam praktycznie o
niczym, kiedy w mojej głowie znowu rozbrzmiały słowa Zayna „Po prostu mi się
nudzi, kochanie”. Zastanawiałam się, dlaczego tak mnie to dotknęło. Jasne, nikt
nie lubi, jak ktoś się nim bawi. Ale nie jestem typem osoby, która by to aż tak
rozpamiętywała. To dupek, palant, powinnam go olać i zająć się sobą. To jest
jedna z rzeczy, która doprowadzała mnie w tym chłopaku do szaleństwa. Sprawiał,
że zachowywałam się inaczej niż zazwyczaj.
Potem zaczęłam rozmyślać, ile powiedziałam o mojej relacji z
Zaynem Harry’emu. Pierwszego dnia szkoły nie powiedziałam mu, że zauważyłam w
ogóle jakiegoś chłopaka. Uznałam to za nieważne zdarzenie. Nie powiedziałam mu
także o sytuacji z drzewem i SMS-em. Wczoraj marudziłam tylko na temat, jakim
to jest idiotą i frajerem, a Hazz jako dobry przyjaciel nie zadawał żadnych
pytań i pozwolił powiedzieć tylko tyle, ile chcę, więc nie dowiedział się o
sytuacji z dzwonkiem w klasie. Dzisiaj nie powiedziałam mu o wymianie zdań przy
szafkach. Dlaczego mu o tym wszystkim nie powiedziałam? Zawsze mówiliśmy sobie
o wszystkim, dlaczego więc nie chciałam mu o tym powiedzieć?
Byłam tak zajęta swoimi myślami, że prawie nie zauważyłam,
że na naprawdę wąskiej uliczce, którą właśnie zmierzałam, brak żywej duszy. Trochę
mnie to zaniepokoiło. Ciemne chmury wiszące nad miastem raczej nie dodawały jej
uroku. Przyspieszyłam lekko kroku, chciałam jak najszybciej znaleźć się z
powrotem wśród ludzi.
Na dźwięk męskiego głosu szczerze przyznaję, że prawie
dostałam zawału.
- Hej maleńka! Gdzie tak lecisz?
Mało co się nie zatrzymałam, ale gdzieś mój genialny mózg wpadł
na genialną myśl, że tym bardziej powinnam iść przed siebie. Obejrzałam się do
tyłu, w kierunku, z którego, jak mi się wydawało, powinien dobiegać głos.
Rzeczywiście, w wąskiej szczelinie między jednym budynkiem a drugim stał chłopak
może trochę starszy ode mnie. W wielkiej szarej bluzie, jeansach i krótko
przyciętych blond włosach nie wyglądał zachęcająco.
- No co się tak patrzysz, nie odpowiesz mi? – Ku mojemu
rosnącemu zdenerwowaniu chłopak zaczął iść w moją stronę.
- Hej! Zatrzymaj się! – W tym momencie przestał iść, a
zaczął biec. Panika ogarnęła moją głowę, podniósł mi się poziom adrenaliny i
nawet sama się nie zorientowałam, kiedy sama zaczęłam biec. Biegłam ile sił w
nogach, nie oglądając się za siebie w obawie, że chłopak mnie tym sposobem
złapie. Sytuacja nie wyglądała fajnie, bo aleja wciąż pozostawała pusta, a nie
wydawało się raczej, że chłopak chce mi dać kwiaty czy coś. Zaczęłam krzyczeć,
jasne, ale dopiero wtedy, gdy przekonałam samą siebie, że ścisk w gardle nie
jest w tej chwili mile widziany. Zawsze wydawało mi się, że biegam dosyć
szybko, ale tym razem moje możliwości nie wystarczyły. Poczułam, jak ktoś łapie
mnie od tyłu i na sekundę straciłam grunt pod nogami. Wyrywałam się jak mogłam,
ale gościu trzymał mnie mocno. Z moich ust wyrwał się dziwnie brzmiący pisk,
więc zasłonił mi usta ręką.
- To co, mała? Byłaś niegrzeczna, więc chyba trzeba cię
ukarać – wyszeptał mi do ucha, trzymając mnie od tyłu. Zaciągnął mnie na bok i
pchnął na ścianę. Próbowałam go kopać, wierzgałam ile sił, ale wszystko zdawało
się na nic.
- Nie powinnaś tędy iść, wiesz? Tu są tylko opuszczone
magazyny. Nikt cię ani nie usłyszy, ani nie zobaczy… - powiedział obleśnym
tonem, od którego chciało mi się wyć. Do części mnie samej nie docierało, co
się właśnie dzieje. Mój napastnik sięgnął pod swoją bluzę i zaczął grzebać przy
pasku od spodni.
Miałam zostać zgwałcona.
Łzy spływały mi po policzkach i przysłaniały cały widok.
Gula w moim gardle urosła tak bardzo, że nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa.
- No to co maleńka, zabawi…
Nie było mu dane dokończyć zdania, ponieważ ktoś na niego
skoczył, powalając go tym samym na ziemię.
Wszystko działo się w niesamowitym tempie i z trudem za
wszystkim nadążałam. Przecież dopiero co wracałam z Harrym ze szkoły, a jeszcze
przed chwileńką miałam zostać wykorzystana, a teraz nagle ktoś mnie ratował.
Oszołomienie to mało powiedziane.
Drgnęłam, kiedy rozpoznałam mojego bohatera.
To nie był ktoś.
To był Zayn.
Okładając się gdzie popadnie, Zayn i mój niedoszły
gwałciciel tarzali się po ziemi. Brunet dodatkowo z początkową przewagą, gdy
jego przeciwnik był tak samo oszołomiony jak ja, radził sobie świetnie. Nie
podejrzewałabym, że w tak szczupłym ciele może być tyle siły.
Decydującym momentem był ten, w którym Zayn chwycił blondyna
za barki i mocno uderzył jego głową o brukowany chodnik. Chłopak leżał bez ruchu.
Mulat głośno oddychając, wstał i otrzepał dłonie. Z nosa
ściekała mu stróżka krwi, ale poza tym wydawało mi się, że nic mu nie jest.
Pochylił się nad dresiarzem i przyłożył mu dwa palce do szyi.
- Stracił tylko przytomność.
W następnej chwili wyprostował się i spojrzał na mnie.
W tym momencie nie wytrzymałam i głośno wybuchnęłam płaczem.
___________________________________
Naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, jak każdy komentarz i każda opinia działa pozytywnie na piszącego, dlatego, miśki moje drogie, piszcie ich jak najwięcej, a ja będę mieć mnóstwo motywacji do pisania. Love ya all x
jejuu chcę więcej! kiedy kolejny rozdział? *-*
OdpowiedzUsuńcuuudne, masz talent, nie przestawaj pisać :*
OdpowiedzUsuńNa początek może 'obiema ręcami' podpiszę się pod tymi dwoma komentarzami na górze. ^^
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały, zaciekawia. I Zayn... *.* Kurde, mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony podoba mi się jego arogancja, ale z drugiej... chyba nie chciałabym usłyszeć od nikogo słów, które on skierował do Devonne. :/ Najpierw z tym seksapilem, a potem otwarcie, wprost przyznał, że mu się 'nudzi' i tylko się nią bawi. Och, Zayn. Mieszasz.
No i ta sytuacja z próbą gwałtu i nagle stał się bohaterem. A tak btw, to ciekawe, co on w takiej okolicy robił. ;3 Podejrzaną i tajemniczą postać z niego stworzyłaś. ;)
Trochę dziwne było zachowanie Harrego, ale nie będę tutaj przedstawiać swoich głupich domysłów. :D
Pozdrawiam. x
Aaa kocham to ff i nie moge sie doczekac kolejnego rozdzialu! Super piszesz slonce, a dobrze ze Zayn i Harry sa tam jednymi z glownych bohaterow bo ich najbardziej lubie! I jak dibrze ze Zayn sie pojawil i lubie w sumie jak jest taki chamski haha lubie bad boy'ow chyba:") czekam na kolejny rozdzial z niecierpliwoscia i buziaki:*
OdpowiedzUsuń❤❤❤
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział
@PrimEverdeen74